Evil Dead spoiler free recenzja
czekfu
@1:13
Jako, że ostatnio miałem mały seansik…
Ach, piękna klasyka jaką jest trylogia Sama Raimiego czyli “Evil Dead”. Gdyby nie martwe już, chwalebne wypożyczalnie kaset VHS (Oglądnąłeś, przewiń do początku bo stara baba Cię opierdoli) nigdy nie miał bym szans na oglądnięcie wielu wybitnych filmów jak chociażby “Martwica mózgu” czy “The Thing”. No ale dobra, mamy tutaj “Evil Dead”, klasykę samą w sobie. Co może być lepszego od grupy ludzi (Nie nastolatków jak to nakazuje dzisiejsza moda, w końcu to początek lat 80) wybierających się samotnie na wyprawę do opuszczonej chatki w góry.
Odznaczone.
Mamy demony opętujące każdego po koleji.
Odznaczone.
Mamy jednego śmiałka z siekierą i strzelbą co później ewoluuje w piłę łańcuchową zamiast ręki i dubeltówe, Yeah!
No i do tego mamy masę gore i wszystko ładnie, pięknie pokazane przez realnie zrobione efekty specjalne, lata 80-te to było apogeum najlepszych realnych efektów specjalnych nie to co dzisiejsze sztuczniawe wstawki CG mające być kolejną ewolucją.
Odznaczone…
Część pierwsza-Horror
Co można powiedzieć o pierwszej części co nie zostało już powiedziane? Poziom zajebistości wzrasta z faktem, że jest to film który ma 26 lat, holera Twoja stara mogła go oglądać gdy była w Twoim wieku, ale nie, naprawdę, weź oglądnij ten film jeszcze raz a potem wyobraź sobie swoich rodziców 26 lat temu oglądających to w kinie, wiem komuna, wtedy to w Polsce ziemniaki sie plewilo… psujecie hajpa jakiego nakręcałem… Ale dobra film jak na tamte czasy odniósł ogromny sukces, był naprawdę straszny a efekty były świetnie wykonane ach żółć i flaki come back. Duet Sam Raimi – Bruce Campbell stał się sławny.
Część druga-Ciasteczko
To sie dopiero oglądało z rozdziabioną japą, już pierwsze sekundy zmuszały do cichego szemrania pod nosem ” Co kurwa!?”. Wszystko zaczyna się od małej retrospekcji, która jest pobieżnym streszczeniem poprzedniej części tylko że…? Tak to powycinali, że wyszło coś całkiem innego niż widzieliśmy w poprzedniej części, z pięciu ludzi nagle okazuje się, że była dwójka? A wszystko potoczylo sie tak skrótowo że naprawde niewiadomo co powiedzieć a pod nosem po raz dziesiąty wysuwa sie małe “Co kurwa!?”. Ale co tam wszędobylski gore i jucha lała się jeszcze mocniej, rozpiździel sięga zenitu gdy Ash(A tak nawet nie wspomniałem od początku jak sie zwie główny rozpierdalacz) dostaje bzyka, wariuje a potem sam zamienia się w demona, okłamałem was, będą spoilery d: oczywiście niesmiertelna moc wspaniałej, nad potężnej, boskiej i w ogóle kurwa uber miłości go odmienia i udaje mu się pokonać zło i odesłać tam gdzie jego miejsce czyli do… średniowiecza? Dla mnie wydawało się to całkiem sensowne, w końcu od godziny oglądam jak samoistnie chodzące dłonie chodzą po ścianach i wydłubują ludziom oczy. Tak czy siak żeby powstała trylogia bo przecież tylko trylogie są fajne, po co robić tylko dwie części skoro to nie trylogia, nasz dzielny Bruce yyy Ash(ley) niefortunnie wpada w wir wraz z swoim wrogiem, gwoli przypomnienia jak podaje polskie tłumaczenie “Martwym Złem” i zostaje przeniesiony do średniowiecza.
Część trzecia-…
Na tą wspaniałą część przyszło czekać nam kolejne pięć lat gdyż w takich odstępach wychodziły filmy, mamy więc znów małe streszczenie poprzednich części które znów miało się nijak do tamtych ów części, ale nie zrozumcie mnie źle wszystko jest pozytywnie. Na koniec “dwójki” uznali go wybawicielem z przepowiedni ale nagle pyk i jest niewolnikiem a dalej… To już nie to… Komedia dla dzieci ze znaczkiem 18+ po kiego huja zrobili film dla dzieci i zabronili im na niego przychodzić? Czy to jakaś wspaniała mityczna legenda którą są nagradzane tylko najwytrwalsze i najambitniejsze dzieciaki? Czy to jakiś wspaniały gral, który należy się tylko najlepszym którzy mieli szóstki w podstawówce? NIE, to gówno.
I po tych wszystkich latach rozmyślań dlaczego zabroniono dzieciom oglądać film dla dzieci doszedłem do wniosku że… nie, nie doszedłem do wniosku.
Dla zachęty mogę dodać że Sam Raimi wyreżyserował pierwszego “Spidermana”
Star Wars: Clone Wars
czepka
@22:40
Pod koniec marca zakończył się pierwszy sezon serialu animowanego Star Wars: Clone Wars. Pokusiłem się na mikro podsumowanie.

Mamy dwadzieścia dwa – dwudziestominutowe odcinki, które przybliżają napięta sytuacje w okresie wojny. Każdy z epizodów jest historią opowiadającą o losach bohaterów w tym czasie, która zlewa się ładnie z całością i tworzy
przyjemny ciąg. Mamy wątki nie tylko z Anakinem, Obi-Wanem czy Yodą, ale i ze zwykłymi klonami oraz mniej znanymi postaciami, których bardzo brakowało w filmie lub zostały spłycone niesamowicie. Jak dla mnie rewelacyjnie została przybliżona historia Grievous’a.
W odcinkach nie zabrakło szybkich akcji, pościgów, dobrych scen batalistycznych – od pojedynków na miecze świetlne po wielkie bitwy w kosmosie. Fabuła epizodów nie jest zbyt rozwinięta ze względu na długość, ale zmierza ku dobremu i jest nawet ciekawa. Co mnie zachwyciło to klimat… Tak, tak dokładnie – klimat. Widać jak powoli przebijają się elementy z pierwszej trylogii. Są to rzeczy błahe jak emblematy Imperium, wyposażenie mostków dowództwa statków, mundury imperialne czy rasy alienów np. Talzowie czy assasin droidy, których pierwotnie zabrakło w nowych częściach.
Muzyka też jest całkiem niezła – instrumentalna z domieszką chórów, trochę elektronicznej, ale momentami całkowicie nie pasuje do sytuacji. Dialogi są w porządku, generalnie trzymają się kupy i mają sens, Czasem nawet są zabawne (George Lucas paid me to write that) Głosy podkładane (oglądajcie tylko oryginalną wersję) postacią są też ok. Choć nie w każdym przypadku były one dubbingowane przez gwiazdy to brzmią jak trzeba.
Wizualnie bardzo ładnie się to to prezentuje, lokalizacje i modele dopracowane, sceny batalistyczne tryskają od wybuchów, śmigających pocisków i pojazdów. Nie każdemu za to mogą się spodobać animacje postaci, gdyż są nieco „drewniane” i sprawiają wrażenie „klatkujących”.
Oczywiście nie wszystko mi przypadło do gustu, a jedna z tych rzeczy która mnie najbardziej irytuje to Jar Jar i battle droidy, które całkowicie spierdoliły fajne odcinki tanimi żartami i kretyńskim zachowaniem. I hope you die Jar Jar Binks, you stupid motherfucker! Nie wiem po co go tam wepchnęli, to nie jest nawet serial dla młodych widzów, bo jest dość drastyczny (bohaterowie umierają od upadku, zostają zmiażdżeni , giną od strzałów blastera – cała gama tortur…
Gdzieś przeczytałem opinie „not for a real Star Wars fan”. Więc moi „prawdziwi” fani Gwiezdnych Wojen, muszę was rozczarować, bo nie prędko czeka nas coś tak dobrego jak pierwsze trzy części SW, a na razie delektujmy się tym co mamy. Jak dla mnie pierwszy sezon oceniam 6.8 na 10.