Las Vegas Parano cz.2
lipmgr
@15:24

W związku z wpisem, który parę dni temu popełnił kolega podpisujący się jako ‘jac’, dotyczącym filmu (i książki) “Las Vegas Parano”/”Fear and loathing in Las Vegas” postanowiłem rozdziewiczyć się (od)twórczo przybliżając wam nieco niezmiernie ciekawą postać autora/bohatera w/w dzieła czyli Huntera Stocktona Thompsona.
I feel the same way about disco as I do about herpes.
Był on jednym z bardziej popularnych pisarzy w Stanach Zjednoczonych, lecz polskie tłumaczenia jego książek pojawiły sie niedawno, dopiero po sukcesie filmu na podstawie “Lęku…”. Prekursor dziennikarskiego stylu gonzo, w którym to, w przeciwieństwie do dziennikarstwa ‘klasycznego’, rezygnował z obiektywnego przedstawiania jakiejś historii, samemu niejako stając się jej częścią i relacjonując to ze swojego, jak najbardziej subiektywnego, punktu widzenia (często również mając na nią niemały wpływ). Znany był on również ze swojego specyficznego stylu bycia, działania często na granicy prawa i dobrego smaku oraz zamiłowania do wszelkiej maści środków odurzających.
Urodzony w 1937 roku w Luisville, Kentucky, jako pierwszy z trzech (dobrze, że nie jeden z dziesięciu;)) synów Jacka Roberta Thompsona, weterana I Wojny Światowej i rzeczoznawcy ubezpieczeniowego, oraz Virginii Davidson Ray (jako ciekawostka z gatunku ‘jaka to choroba’ – jego ojciec zmarł na miastenię ciężką rzekomoporaźną [sic!] gdy Hunter miał 14 lat).
The association of motorcycles with LSD is no accident of publicity. They are both a means to an end, to the place of definitions.
Po ukończeniu szkoły średniej, z krótką przerwą (30 dni) na pobyt “we więźniu” za współudział w napadzie, wstąpił do wojska (jues erfors) gdzie miał pierwszą poważniejszą styczność z dziennikarstwem. Kolejne lata spędził szlifując swoje skille w różnych gazetach, podróżując i przepisując na maszynie książki Hemingwaya i Fitzgeralda. Pierwszym szerzej zauważonym z jego dzieł była książka “Hell’s Angels: The Strange and Terrible Saga of the Outlaw Motorcycle Gangs”, będąca efektem udanego artykułu o tematyce gangów motocyklowych, jego autorstwa, opublikowanego w The Nation, który zapewnił mu kontrakt z wydawnictwem. Książka okazała się bestsellerem, jednak niezadowoleni z braku udziału w zyskach motocykliści dotkliwie pobili pisarza.
The only other important thing to be said about Fear & Loathing at this time is that it was fun to write, and that’s rare — for me, at least, because I’ve always considered writing the most hateful kind of work. I suspect it’s a bit like fucking — which is fun only for amateurs.
Kolejne jego dzieła – “Fear and Loathing in Las Vegas” i “Fear and Loathing on the Campaign Trail ‘72”, również odniosły wielki sukces, wpisując się doskonale w kontrkulturową epokę lat 70 w Ameryce, i pozwoliły dalej budować mu swoją legendę. Pierwsza z nich, która z początku miała być relacją na 250 słów z motocyklowego wyścigu Mint 400, odbywającego sie w okolicach Las Vegas przerodziła się w poszukiwanie amerykańskiego snu przy użyciu (posługując się oryginalnym cytatem): “…two bags of grass, seventy-five pellets of mescaline, five sheets of high-powered blotter acid, a salt shaker half full of cocaine, and a whole galaxy of multi-colored uppers, downers, screamers, laughers [...] and also a quart of tequila, a quart of rum, a case of Budweiser, a pint of raw ether, and two dozen amyls.”
It’s a strange world. Some people get rich and others eat shit and die.

Lata późniejsze przyniosły również poza artykułami prasowymi, cały szereg dzieł takich jak “The Rum Diary”, “Kingdom of Fear” czy też 4 części “Gonzo Papers”. W latach 80 powstała pierwsza ekranizacja jego pracy “Where the Buffalo Roams” z Billem Murrayem w roli alter ego pisarza. Jako Kolejne na szklany ekran trafiło “Fear and Loathing in Las Vegas” Gilliama z kultową rolą Johnego Deppa. Premiera “Rum Diary” w reżyserii Bruce’a Robinsona jest przewidziana na 2010 rok, znowu z Deppem w roli głównej (http://www.imdb.com/title/tt0376136/).
W 2005 Thompson popełnił an hero (dla ludzi, którzy nie mieszkają w interwebsach – samobójstwo) za pomocą swojego ulubionego rewolweru kaliber Magnum 44. Pozostawił notkę następującej treści:
“Football seasons over. No More Games. No More Bombs. No More Walking. No More Fun. No More Swimming. 67. That is 17 years past 50. 17 more than I needed or wanted. Boring. I am always bitchy. No Fun — for anybody. 67. You are getting Greedy. Act your old age. Relax — This won’t hurt. ”

*pogrubionym drukiem wybrane cycaty
ciuchcią do schizofrenii
czeth0
@14:40
Jako że na uotewie zrobiło się trochę książkowo to i ja przedstawię swoją propozycję na letni wieczór – Eden Express.
Autorem niezbyt opasłego tomiku (197 stron) jest Mark Vonnegut – dziś lekarz pediatra. Zbieżność nazwisk z autorem Rzeźni nr 5, Kociej kołyski, Trzęsienia czasu itd nieprzypadkowa. Mark jest synem Kurta Vonneguta (jeden z moich ulubionych pisarzy:), co w kontekście jego książki właściwie nie ma znaczenia. Mark nie zawsze był lekarzem, to już znaczenie ma. Zanim zaczął przepisywać dzieciaczkom syrop na kaszel, posiadał długie włosy, skończył religioznawstwo i wyruszył aby założyć swoją komunę w dalekiej kanadzie.
.
.
Klimatem powieść jest osadzona tak jak poprzednia wymieniona pozycja (fear and loathing in las vegas) na przełomie lat 60-70′ w USA, czyli wiadomo – rewolucja obyczajowa, dragi, hippisi i przedziwne ruchy społeczne. Głównym bohaterem jest sam autor, który zresztą na samym początku zaznacza, że większość postaci, miejsc i zdarzeń jest autentyczna. Mark poszukuje celu życia i jak to wtedy często bywało pragnie osiąść gdzieś w dziczy. Sadząc warzywa zrozumieć wszechświat itd itp. Wszystko byłoby w porządku (do pewnego momentu, jak to również bywa w takich historiach) gdyby nie to, że zamiast spokoju w swoim ‘edenie‘ znalazł niepokojące wizje i ciągłe nawroty choroby psychicznej. A potem…
.
Zachęcam do książki bo po pierwsze stanowi całkiem niezłe stadium człowieka który na coś choruje i nie za bardzo wie, co ze sobą zrobić czy do kogo się zwrócić. Nie jestem znawcą psychologii/psychiatrii itd, ale wszystko było dla mnie zrozumiałe i brzmiało rozsądnie. Poza tym czuć, że opisana historia stanowi dla autora bardzo intensywne, osobiste przeżycie, którym chce się podzielić i ma w tym swój cel. Po drugie, pokazuje różne dziwactwa i wśród młodzieży amerykańskiej lat 70′ (fiksujące od dragów dzieciaki) i wśród np. lekarzy (zamykających wcześniej wymienionych w zamkniętych szpitalach przez złą klasyfikację chorób/źle dobrane leczenie). Po trzecie jest naprawdę sprawnie napisaną książką i wciąga… Powracam do niej dość często, chociaż może nie jest arcydziełem, to miło odświeża się tą historię. Do miłośników Vonneguta – jego syn pisze zupełnie inaczej:).
.
ciekawostka – polskie wydanie (nie za duży nakład, ale można złapać na allegro), tłumaczył m.in. Lech Janerka.
Las Vegas Parano
czejac
@12:06
Film Terry’ego Gilliama oparty na niedawno wydanej w Polszy knidze zyskał spory poklask wszelkiej maści ćpunów, wywrotowców i innych mniej lub bardziej rozgarniętych dziwaków. Pozytywne jest, że dobry film zdobywa uznanie publiki, niemniej jednak mam uzasadnione poczucie, że większość odbiorców nie doceniła wszystkich płaszczyzn dzieła. Z jednej strony pewnie dlatego, że dzisiejszy polski odbiorca nie siedzi w kontekście amerykańskiego przełomu lat 60/70, z drugiej może też dlatego, że miewa ograniczone zasoby intelektualno poznawcze;) Tak czy siak, warto łyknąć “Lęk i odrazę w Las Vegas” bo to rzecz która bez wątpienia zasłużyła na kult. I czyta się bardzo dobrze:) a poza tym jest fajne posłowie, które uzupełnia lekturę o ów kontekst, który jest bardzo ważny dla zrozumienia owej ćpuńskiej eskapady. Polecam.