Co, do ku*wy nędzy, z tą telewizją?

7
lip
mgr
@14:49

Zrobiłem ostatnio duży błąd. Po dość długim okresie abstynencji, w ramach programu walki z nudą na wsi postanowiłem włączyć telewizor. To co tam zastałem przerosło moje najśmielsze oczekiwania. Byłem zaskoczony do tego stopnia, że aż muszę tu popłakać. Ale po kolei…

W-11, czyli policjanci udający aktorów, którzy grają policjantów.

Akcja rozgrywa się w Krakowie i okolicach, co można łatwo wywnioskować z dialogów (“został zaszczelony o czynastej czydzieści czy”). Z mojej krótkiej obserwacji wynika, iż w naszej dzielnej ekipie dochodzeniowo-śledczej mamy: dwóch koksów (z czego jeden z nich biega w taki sposób, że jedyne co mógłby w życiu złapać to zadyszka), dwóch łysych gości(jeden bardziej łysy, żeby łatwiej ich można było odróżnić) i do tego 4 dupeczki dla równowagi (Ying yang, te sprawy, chyba). A, i jest jeszcze przydupas, który się zawsze nazywa Maciek, mimo że jest w dwóch osobach (“Maciek, przygotuj mi tu czy kopie dokumentów”). Kwestie Maćka sprowadzają się do “dobra”, albo “już się robi”. Dodajmy do tego porywający scenariusz (opis jednego odcinka tego szou z oficjalnej strony serialu): “Na szkolnym boisku zostaje śmiertelnie pobity woźny. Kiedy komisarze Anna Potaczek i Maciek Dębosz docierają do mieszkania ofiary, okazuje się że dom jest zupełnie zdemolowany. Na szkolnym monitoringu widać, jak przed śmiercią woźny szarpał się z jedną z uczennic. Zatrzymany w szkole diler narkotyków twierdzi, że szkołą rządzi dwóch nastolatków, których koleżanką jest dziewczyna z monitoringu. Okazuje się, że dziewczyna zaginęła. Komisarze zaczynają obserwować siostrę poszukiwanej uczennicy. Dziewczynka nieświadomie doprowadza komisarzy do piwnicy, w której znajdują bardzo ciężko pobitą dziewczynę. Prawdopodobnie ten kto ją pobił stoi za śmiercią woźnego…..”

I mamy wspaniałe dzieło, którym telewizja TVN karmi rozentuzjazmowaną widownię od 2004 roku po dziś dzień. Generalnie to ja rozumiem, że serial ten ma być przedstawicielem gatunku docu-crime, czyli zasadniczo większość postaci występujących tam to naturszczycy – zaczynając od prawdziwych milicjantów, po świadków, poszkodowanych itd. Biorąc pod uwagę powyższe nasuwa się od razu pytanie czy scenariusz też pisze ktoś ‘z ulicy’? Jeśli tak, to ja też chcę, mam nawet parę pomysłów. Ok, to lecimy:

Ze stawu w miejskim parku wyłowiono zwłoki 45-letniego mężczyzny. Na miejse dociera komisarz koks i komisarz dupeczka. Śledczy przesłuchują rodziców ofiary, którzy są znanymi w półświatku dilerami tak zwanej trawki narkotycznej. W trakcie rozmowy z nimi pojawia się przyrodni brat bliźniak ofiary, który na widok milicji ucieka po rynnie i odjeżdża w siną dal. Na miejscu jednak ojdajduje się jego telefon komórkowy, gdzie znajduje się film, na którym nagrane jest jak ofiara rozmawia z Bin Ladenem. W toku śledctwa komisarze odkrywają, że ofiara miała romans ze swoim stryjecznym szwagrem, który jest gwiazdą szołbiznesu.

Komisarz koks:
- No i sprawa zaczymała się w martwym punkcie. Maciek, pojedź no na szczelnicę i przywieź mi szczykawkę. Tylko nie czaskaj drzwiami.
Maciek:
- Już się robi

Portret-Mamy tu portret pamięciowy sprawcy. To szkieletor z He-Mana.

W międzyczasie na komendę zgłasza się gang bezdomnych peruwiańczyków, grających w okolicach dworca centralnego na piszczałkach. Donoszą oni, że widzieli jak ofiara spotkała się z podejrzanym osobnikiem w kapeluszu. Komisarze oglądają nagranie z dworcowego monitoryngu, na którym wyraźnie widać jak dwa dni po śmierci, ofiara kupuje bilet na pociąg do Klewek (mimo że w Klewkach nie ma dworca PKP!). W wyniku śledztwa okazuje się, że był jeszcze trzeci brat bliźniak, i to on był ofiarą. A wśród peruwiańczyków ukrywa się Bin Laden…

Borewicz-Słuchaj, dziwko bez szkoły…

Malanowski i Partnerzy – aktor, eks-parlamentarzysta i Borewicz w jednym, udaje policjanta, który gra aktora udającego policjanta. Czyli odpowiedź Polsatu na W11. To samo tyle że jeszcze słabsze.
A może by tak zrobić serial, w którym aktorzy, grają policjantów, którzy udają aktorów, którzy grają policjantów, udających aktorów, w celu infiltracji środowiska teatralnego. Mam nawet tytuł – “Kto zabił Gustawa Houloubka”.

Keine Grenzen- Keeeeeeeeine greeeeeenzen

Sędzia Anna Maria Wesołowska z kolei udaje aktorkę, która gra sędzię. Zazwyczaj zajmuje się sprawami pobić i morderstw. Przykładowo w pewnym odcinku ktoś zastrzelił z łuku (!) kobietę poruszającą się na wózku inwalidzkim (prawdziwa historia). W trakcie każdej rozprawy, wezwany w charakterze świadka brat/ojciec/manager/alfons musi oczywiście zostać ukarany karą porządkową w wysokości tysiąca złotych, oraz wyprowadzony z sali przez pana woźnego. Każda z rozpraw kończy się wspaniałą, poruszającą przemową końcową prokuratora, który mówi w takt przygrywającego niewinnie w tle “Keine Grenzen” Ich Troje.

Jak oni srają na lodzie i innych podobnych wynalazków nie mam siły nawet komentować, bo poziom żenady jest tam wprost proporcjonalny do ilości Krzysztofów Ibiszów na metr kwadratowy.

To ja już wolę, żeby puszczali Mac Gyvera, Drużynę A i Star Treka. Ale jeśli polskie stacje telewizyjne uważają swoją widownię za skończonych kretynów to preferuję i polecam również wam wyłączyć telwizor. Permamentnie. Przy użyciu młotka i grawitacji.

Epilog: Na całe szczęście (dla telewizora) podczas surfowania po całych 6 kanałach dostępnych za pomocą anteny typu “kawałek drutu”, na TV4 leciało akurat “Qi mou miao ji: Wu fu xing” czyli po ludzku “Winners and sinners”, dość zabawny film z Sammo Hung Kam-Bo (u nas znany głównie z serialu Martial Law) i z Jackie Chanem. Polecam.

Prawdziwy epilog jak zwykle dopisało życie – klik ;)