Analog Demo Scene

19
lip
th0
@16:27

Przeglądając youtube.com w poszukiwaniu demek z 8 bitów (zawsze lepiej obejrzeć sobie wideo niż odpalić na emu, ew. kupić sprzęt, podłączyć do starego TV i odczekać swoje miliard lat na wgranie się intra z kasety) natrafiłem na poniższe wideo. Wygląda mało realistycznie:)

Tagged as: ,

Batman Gotham Knight

29
cze
th0
@20:03

Będąc na zakupach w Tesco nabyłem sobie na DVD Batman: Gotham Knight. A co! Jedyne 10 zł. Co nieco już o tym projekcie słyszałem, zazwyczaj były to sprzeczne opinie. Otóż BGK to coś na wzór Animatrixa - zbiór anime zrobionych przez różne studia/różnych reżyserów, połączonych jedną wspólną cechą. W przypadku Animatrixa był to jak wiadomo świat pogrążony w ciemności, z wytworzonym przez maszyny wirtualnym złudnym światem i cała reszta stworzonych przez Wachowskich motywów i motywików matrixowych. Opisywana przeze mnie kompilacja obraca się rzecz jasna wokół pana nietoperza, a została wypuszczona mniej więcej w tym samym czasie co przezajebisty the Dark Knight (o którym nie ma co pisać, bo jest po prostu zajebisty i już).

Na DVD do obejrzenia jest 6 krótkich historyjek z gackiem w roli głównej. Niżej piszę trochę o każdym z odcinków, starając się nie spoilować. Jeśli przez przypadek mi się coś wymsknęło - no cóż - shit happens:)

.

Całość otwiera Have I Got a Story for You studia 4C znanego z Tekkonkinkret i kilku innych fajoskich rzeczy (włącznie z ich animką do animatrixa). Świetna animacja, z tym że klimat jakby już znany. 4C zaczyna kopiować sama siebie. Znów mamy dzieciaki, znów ‘nietypowe’ podejście które stało się kopią ich poprzednich animek. Szkoda. A sam batman … hmm. Skojarzyło mi się trochę z genialnym komiksem ‘Machines’. Kto czytał, powinien skumać o co mi chodzi (różne wizerunki tego samego mrocznego rycerza). Jak się nad tym głębiej zastanowić, to może właśnie tenże komiks był dla nich inspiracją? Dunno

.

Następny leci Crossfire spod rąk Production I.G. (ci od Ghost in the shell). Niby ładnie. Niby wciąga. Muzyka nawet nawet …ale… sam nie wiem - czułem się jakbym oglądał na VHSie sztampowe anime akcji z połowy lat 90tych. Nie podobało się.

.

Trójeczka to Field Test (zrobione przez Bee Train - ludziki od Noir czy .hack//Sig). Trochę nużąca historia z przezabawnie cukierwkowym Bruce’m. Przesadzili :D

.

Numero quatro - In Darkness Dwells. Muszę…mały spoiler… pojawia się Killer Croc! Całość mroczna, trzymająca w napięciu. Graficznie przesiąknięty jakby Mignolą… dużo czerni, cieni, szaleni wyznawcy, bestyja w mroku. Klimat w pyteczkę, że tak powiem. Chłopaki z Madhouse (m.in. Ninja scroll) się spisali. A co do reszty to już kwestia gustu. Mi tam się osobiście podobało, ale to odcinek który wywołuje chyba najwięcej skrajnych opinii.

.

Funf - mój faworyt - Working through pain. Młodość Bruce’a. Chyba najlepiej napisana z obecnych na DVD historii. Znów Studio 4C,więc graficznie najwyższy poziom, ale jak odmienny od stylu który prezentowali w pierwszym anime z kompilacji. Świetna pointa. No i panicz Wayne wygląda tu jak młody z Batman Beyond.

.

Sześć. Chyba najgorszy: Deadshot (Madhouse). Debilna historia, debilne dialogi. Oprawa całkiem ok, poza sztucznie wyglądającymi renderami 3d. Panowie - lata 90te się skończyły. Całość dobijają tanie motywy jak  np. zepchnięcie kuli pięścią. No i jak to gotham to wolałbym żeby za złem czaili się jacyś badassowie a nie ruska mafia. Od tego są inne miasta (chyba).

.

No i tak mniej więcej się to prezentuje. Warte 10 zł na pewno:). Ktośtam porównywał do Black & white - nie wiem z której strony. Tutaj każda historia jest niby na poważnie, każdy prezentuje jak tam sobie chce. Mamy tuzy japońskiej animacji i ciskają sobie swoje historyjki o człowieku nietoperzu. Każda na najwyższym wizualnie poziomie (poza tymi renderami z Deadshota;/). Na uwagę zasługuje też muzyka - mroczne symfoniczne dźwięku przypominające oryginalne kompozycje z filmów Burtona. Ofkorz biorąc pod uwagę okres kiedy to powstaje mamy tutaj wyraźne inspiracje filmami Nolana - Batman korzysta z gadżetów, mr. Fox wygląda jak Morgan Freeman itd.

.

Nie ma co porównywać do TAS czy Batman Beyond - to zupełnie inny temat. Dla fanów anime - mile spędzony czas. Dla fanów batmana - ciekawostka. Dla ortodoksów gacudia - herezje i potwarz!

[']

26
cze
th0
@23:24

1245968245

…i jak mi ktoś zapłacze że bezdusznie czy cośtam to polecam śmierć in da carradine stajl : masturbować się przez podwieszanie, wiążąc linę do żyrandola i się poślizgnąć.

Dokkan Dokkan tsuiteru! Dokkan Dokkan Paradise!

24
cze
th0
@22:17

Jakoś nie jest mi źle z tym, że nie obejrzałem Dragonball: Ewolucja. Najprawdopodobniej upłynie sporo czasu zanim się zmuszę (ew. ktoś mnie przekabaci za pomocą Żubrów[tm]). Natrafiłem za to przypadkiem na Dragon Ball Kai, no i moje pierwsze myśli WTF? Nowa seria?

Po chwili przemyślenia wpisałem po prostu ‘dragonball kai wiki’ w googlach i już wiedziałem o co chodzi. Otóż w dobie podrasowywania klasyków filmowych do wysokich rozdzielczości, żeby ładnie wyglądało na waszych super hiper -nowoczesnych, full HD plazmach nie ominęło to także klasyk animacji. Do tego doszedł jeszcze fakt że Dragonballowi stukęło 20 lat jakoś niedawno i Toei zdecydowało się na właśnie Kai (ponoć znaczy to ‘odnowiony’ lub ‘poprawiony’. z innych źródeł wynika że znaczy to też np. ‘cięcie’). Dragon Ball Kai to nic innego jak animowana seria Dragon Ball Z w HD z nagranymi na nowo dialogami i ścieżką dźwiękową (ponoć większość oryginalnej obsady) + skrócenie pewnych motywów żeby było bardziej jak w mandze i mniej serialowo. Kto oglądał, wie - bywało jak w modzie na sukces. W następnym odcinku: czy goku doleci do swego przeciwnika i go uderzy? Czy jakaśtam planeta wybuchnie zanim jakiśtam koleś czegoś nie zrobi? Anyway - chodzą słuchy że całość ma się zmieścić w 100 ep’sach. Oryginalny Z miał 291 so wątpie. Ponoć mają być jakieś dodatkowe sceny.

W tym momencie wyemitowano już 12 odcinków.  Obczaiłem jedynie opening i jakoś mnie nie rusza

… ale z drugiej strony nigdy nie byłem fanem muzyki w DB. Wracając do początku tego wpisu - czy fajnie byłoby mieć nową serię DB? Moim zdaniem nie. W DBZ osobiście zacząłem nudzić się w połowie (obojętnie czy bierzemy pod uwagę mangę czy anime), GT to dla mnie dno totalne. “Wieści” jakie krążyły swego czasu o serii AF to w ogóle jakieś szambo. Dla mnie pierwsza seria DB była jest i będzie przyjemną i ponadczasową animką w której poza praniem się po mordach jest olbrzymia dawka genialnego, chociaż rubasznego, humoru, świetne dialogi, kreska, fabuła. w DBZ z czasem się to zaciera na rzecz coraz to pojebańszych walk, form sayanów i ‘który jest najwsiększym skurwielem i ma najwięcej ki’.

Z ciekawostek - a wiecie że cały szał na Dragonballa dotarłby do nas wcześniej? Po sukcesie Sailormoon w polshicie, stacja miała już kupować prawa do DB. Zrezygnowano ostatecznie po stwierdzeniu, że za brutalny i widać penisy;D

He’s hungry for justice

20
cze
th0
@16:18

pacman-revealedpreview

pacman

Pacman. Lubię Pacmana. W naszym logu jest martwy pacman (tak, to pacman, tajemnica rozwikłana). Wiedzieliście, że gra miała się nazywać Puck-man (zreszta w japonii został puckman), ale kojarzyło się z “fuckman”? Albo że w grze jest przewidziane tylko 255 poziomów i 256ty ma buga który powoduje koniec przez śmieci na ekranie i niemożność gry? Sama gra to temat na dłuższego arta, a niżej kilka widełów które mną pozamiatały. Masakrą jest, że można tyle wycisnąć z tematu żółtej kulki i duszków:D

Tagged as: , ,

ciuchcią do schizofrenii

18
cze
th0
@14:40

eden expressJako że na uotewie zrobiło się trochę książkowo to i ja przedstawię swoją propozycję na letni wieczór - Eden Express.

Autorem niezbyt opasłego tomiku (197 stron) jest Mark Vonnegut - dziś lekarz pediatra. Zbieżność nazwisk z autorem Rzeźni nr 5, Kociej kołyski, Trzęsienia czasu itd nieprzypadkowa.  Mark jest synem Kurta Vonneguta (jeden z moich ulubionych pisarzy:), co w kontekście jego książki właściwie nie ma znaczenia. Mark nie zawsze był lekarzem, to już znaczenie ma. Zanim zaczął przepisywać dzieciaczkom syrop na kaszel, posiadał długie włosy, skończył religioznawstwo i wyruszył aby założyć swoją komunę w dalekiej kanadzie.

.

.

Klimatem powieść jest osadzona tak jak poprzednia wymieniona pozycja (fear and loathing in las vegas) na przełomie lat 60-70′ w USA, czyli wiadomo - rewolucja obyczajowa, dragi, hippisi i przedziwne ruchy społeczne. Głównym bohaterem jest sam autor, który zresztą na samym początku zaznacza, że większość postaci, miejsc i zdarzeń jest autentyczna. Mark poszukuje celu życia i jak to wtedy często bywało pragnie osiąść gdzieś w dziczy. Sadząc warzywa zrozumieć wszechświat itd itp. Wszystko byłoby w porządku (do pewnego momentu, jak to również bywa w takich historiach) gdyby nie to, że zamiast spokoju w swoim ‘edenie‘ znalazł niepokojące wizje i ciągłe nawroty choroby psychicznej. A potem…

.

Zachęcam do książki bo po pierwsze stanowi całkiem niezłe stadium człowieka który na coś choruje i nie za bardzo wie, co ze sobą zrobić czy do kogo się zwrócić. Nie jestem znawcą psychologii/psychiatrii itd, ale wszystko było dla mnie zrozumiałe i brzmiało rozsądnie. Poza tym czuć, że opisana historia stanowi dla autora bardzo intensywne, osobiste przeżycie, którym chce się podzielić i ma w tym swój cel. Po drugie, pokazuje różne dziwactwa i wśród młodzieży amerykańskiej lat 70′ (fiksujące od dragów dzieciaki) i wśród np. lekarzy (zamykających wcześniej wymienionych w zamkniętych szpitalach przez złą klasyfikację chorób/źle dobrane leczenie).  Po trzecie jest naprawdę sprawnie napisaną książką i wciąga… Powracam do niej dość często, chociaż może nie jest arcydziełem, to miło odświeża się tą historię. Do miłośników Vonneguta - jego syn pisze zupełnie inaczej:).

.

ciekawostka - polskie wydanie (nie za duży nakład, ale można złapać na allegro), tłumaczył m.in. Lech Janerka.

Śladami afro nindży;)

10
cze
th0
@8:53

O internetowych osobistościach było już dużo i wielu miejscach. Od klipów, po wykorzystanie ich w tradycyjnych mediach typu chociażby telewizja (klipy zespołów, czy całe programy emitujące np. najpopularniejsze filmiki z danego tygodnia). Są momenty, które krążą po sieci, aby potem krążyć w rozmowach autobusowych, na uczelniach itd. Często zasłyszane ‘no jak to, nie widziałeś?’ w odniesnieniu do śmiesznych/strasznych/dziwnych filmów bądź obrazów z globalnej sieci świadczy o tym, że społeczeństwo śledzi, społeczeństwo się śmieje/boi/dziwi. Youtube jest duży, wszelkiego rodzaju wrzuty i inne polskie odpowiedniki rosną w siłę, a osoby które najprawdopodobniej nigdy nie były by znane, mają swoje pięć minut sławy. Stało się to co Andy Warhol przewidział. Każdy może być sławny. Każdy. Od naturystów-fotografów, po emo dziwaków z rozbuchanym ego. Zaciekawił mnie temat powrotów, odszukiwania bohaterów epic fail’i, bo natrafiłem np. na to. Ot niezobowiązująca rozmowa w programie typu ‘dzień dobry [nazwa stacji]‘ o … filmie na jutubie. Bohater i jego siostra, ochrzczony przez internautów nintendokidem, jest starszy i opowiada. Trochę to naiwne, bo prezenterzy niepotrzebnie dorabiają coś do tematu po prostu śmiesznego filmu. pka podesłał z kolei linka z filmem o odnalezieniu i rozmowie ze sławnym afro ninją. Zajęło się tym comedy central (stacja niemiała), a link tutaj. Znacie jakieś inne powroty/poszukiwania gwiazdeczek jutuba? Niżej Nintendokid remix z którego śmieję się do dziś (drumsolo!).